piątek, 6 stycznia 2012

zimno, zimniej, nieprzyjemnie

Z nosa cieknie, zatoki bolą, dreszcze łapią. Na dworze nieprzyjemny ziąb. 

W takich momentach najlepiej się rozgrzać zupą. 
Konkretna, mięsną, tłustą, ostrą, gorąca i kwaśną. 
Soljanką :)



składniki:
200 g wieprzowiny
200 g cielęciny
... 200 g wołowiny
100 g wędzonki
2 l wywaru lub wody
2 cebule
2-3 ogórki kwaszone
1-2 ogórki konserwowe
100 g koncentratu pomidorowego
5-6 ząbków czosnku
1/2 kostki masła
olej/oliwa
20 zielonych oliwek
sól
pieprz

śmietana 18%
cytryna

przepis:
Pokrojone w kostkę mięsa przesmażamy na oleju wraz z posiekaną cebulą i czosnkiem.
Wędzonkę przesmażamy oddzielnie.
Mięso z cebulą zalewamy wywarem i wodą, dodajemy wędzonkę i gotujemy przez minimum pół godziny.
Ogórki kwaszone kroimy w kostkę i dusimy na maśle. Dodajemy do zupy.
Następnie dodajemy pokrojone w kostkę ogórki konserwowe, koncentrat pomidorowy i oliwki pokrojone w plasterki.
Doprawiamy do smaku solą i pieprzem (duuużo pieprzu) i gotujemy jeszcze kilkanaście minut.

Podajemy z kleksem śmietany i plasterkiem cytryny :)

Smacznego :)

środa, 9 listopada 2011

spełniamy marzenie

Edit 4.12:
kilka dni temu ukazała się pełna lista uczestników. Buka jedzie!!! Marzenie wygrane i to się liczy :)

***********************************************************************************
Edit 15.11:
Asia zdobyła 2 miejsce, czyli nie wygrała podróży swojego życia :(
Nie mniej zaciskajcie kciuki, bo organizator wybierze jeszcze jedną osobę z Polski, która dołączy do wyprawy. Zaciskajcie kciuki, aby wybrał Asię!

Bardzo wszystkim dziękuję za udział w głosowaniu.
Pomimo, ze Buka przegrała, to pokazaliśmy jak wielka siła jest w nas, przyjaciołach, znajomych i całkiem nieznajomych ludziach. Pokazaliśmy jak można fajnie i uczciwie walczyć pomimo brzydkich zagrywek popleczników przeciwnika i języka nienawiści jaki stosowali.

Dzięki! I angażujcie się w kolejne podobne akcje :)

***********************************************************************************

Moje Czytaczki i Obserwatorki,  moi Czytacze i Obserwatorzy.

Mam, jak nigdy, ogromną prośbę.
Przyjaciółka moich znajomych, Asia Bukowska, alias Buka :), ma ogromne marzenie aby jechać za Koło Podbiegunowe, do Laponii.
Możemy jej to umożliwić, gdyż bierze udział w castingu na taką wyprawę! 330 km po śniegach i mrozach na psich zaprzęgach!

Aby spełnić to marzenie nie musimy zrobić wiele.

Jeśli macie konto na facebooku, klikacie w ten link i głosujecie na Asię (głosuje się raz).
Umieszczacie na swojej ścianie link do wydarzenia i rozsyłacie znajomym. Niech też zagłosują i niech namawiają swoich znajomych.

Jeśli nie macie konta na facebooku i nieć nie chcecie, to też możecie pomóc Asi :)

Rozsyłajcie mailem informacje i linki (ten i ten) do znajomych i proście o głosowanie i rozpowszechnianie.

Możecie też umieścić na swoim blogu poniższy baner i link do głosowania oraz link do wydarzenia.


Każdy sposób jest dobry :)

Głosowanie trwa do 15 listopada, a konkurencja Asi (mistrz Polski muszerów, czyli psich zaprzęgów) jest już tuż tuż.
Pan Grzegorz może sobie na taką wyprawę pojechać, dla Asi jest to jedyna szansa i ogromne marzenie.

Wyobraźcie sobie jakie to musi być piękne uczucie spełnić swoje marzenie!

Głosujemy po to aby Asia mogła to poczuć, aby zwykła dziewczyna z marzeniami wygrała z zawodowcem, aby pokazać, że pomoc znajomych i nieznajomych działa cuda, aby jej syn był z niej dumny i aby samotne matki wiedziały, ze i one mogą spełniać swoje marzenia i dla wielu wielu innych powodów :)

Dlatego liczę na Was :)

poniedziałek, 24 października 2011

ostatni urlop tego roku

Niedawno wróciłam z tygodniowego pobytu w Tunezji.
Niby nic niezwykłego, powiecie, Tunezja oklepana jest i okupowana przez turystów.

Tak, tak, zgadzam się, jednak moja podróż była niezwykła, choć krótka.
Pojechałam bowiem praktykować jogę na Saharze.

Pięć pełnych dni i nocy na tej niezwykłej pustyni, codzienna joga o wchodzie i zachodzie słońca, codzienna wędrówka z karawaną i zero świata zewnętrznego, zero cywilizacji rozwiniętej (nawet zegarki zostały w mieście), conocne podziwianie nieba usianego gwiazdami, świerszcze, porykiwania wielbłądów i herbata gotowana na ognisku.


I nie umiem Wam opowiedzieć, jak to wszystko było niesamowite.  Próbuję ale kasuję kolejne zdania, bo nie chcę wprowadzać tu patetycznych tonów, grafomańskich tekstów.

 Moje emocje zostawiam więc w sobie a wy popatrzcie na te kilka zdjęć :)



Napiszę Wam jeszcze jedno. Warto spełniać swoje marzenia, bo te spełnione robią miejsce na następne :) Ja kolejne już mam :)

sobota, 8 października 2011

śniadanie



Kilka dni temu ukazało się w księgarniach polskie wydanie książki Sophie Dahl "apetyczna panna Sophie".



Nie planowałam kupować, ale po zapoznaniu się z egzemplarzem Oli, zmieniłam zdanie :) I to była trafna decyzja. Zakochałam się w tych prostych daniach, łatwych przepisach i niesamowitym efekcie.

Dzisiaj zrobiłam śniadanie z jednego z przepisów, który mnie bardzo zainteresował.  I wiecie co, tak pysznego śniadania od dawna nie jadłam :)

Pieczone brzoskwinie z cynamonem i jogurtem waniliowym wg Sophie Dahl

4 dojrzałe, ale twarde brzoskwinie (wzięłam 2, po 1 na osobę)
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka cukru trzcinowego (dałam ciemne muscovado)
1 łyżka masła lub oleju (masło pasuje idealnie, ma cudowny zapach :))
2 szklanki jogurtu naturalnego (wzięłam szklankę jogurtu)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (z braku ekstraktu i naturalnej wanilii, zastąpiłam cukrem wanilinowym)
1 łyżka syropu z agawy lub miodu (i w tym wypadku dokonałam zamiany na cukier trzcinowy)

Piekarnik rozgrzać do 230 stopni.
Umyć brzoskwinie, przepołowić i wująć pestki.
Ułożyć w brytfannie lub innym naczyniu do zapiekania.
Posypać każdą połówkę cynamonem, cukrem. Na brzoskwiniach położyć po kawałku masła, lub skropić olejem.


Zapiekać 10 minut.


W międzyczasie wymieszać jogurt z wanilią , syropem z agawy lub miodem.

Brzoskwinie podawać gorące, polane jogurtem.


Można przybrać świeżą miętą.

Brzoskwinie są obłędne! Po jednej na osobę to za mało. Sugeruję zaopatrzyć się w większą ilość :)

Jednakże pieczone brzoskwinie, nie były jedyną potrawą tego śniadania. Słoną część stanowiła obsmażana dynia śniadaniowa (przepis tu), ser solankowy sirene, muhammara czyli syryjska pasta z papryki i orzechów włoskich, chutnej ze śliwek, chleb razowy i pomidorki.


Do tego herbata z kardamonem.

I to była prawdziwa śniadaniowa uczta :) Kocham takie weekendowe śniadania i podobnych wam życzę :)

poniedziałek, 3 października 2011

galeria poszukiwana

Dzisiaj Pakamera poinformowała mnie o zakończeniu współpracy. Przyczyna: zbyt małe zainteresowanie niż oczekują. Tłumaczenie jest proste- Pakamera ostatnio na mnie nie zarabia.

Rozumiem, iż jest to transakcja wiązana, ale czuję się urażona formą, brakiem wcześniejszego uprzedzenia i ogólnym "pieprzeniem", że było nam miło, cenimy Twoje prace, etc, etc.


Także na chwilę obecną moje prace możecie znaleść w Brocante.
W ciągu kilku dni przeniosę do tej galerii wszystkie moje prace z Pakamery.

 W związku z tą sytuacją poszukuję jakiejś przyjaznej galerii, gdzie mogłabym się wystawić. Polecacie coś?
 Po powrocie z Sahary mam zamiar zabrać się znowu za pracę. I będzie to na pewno biżuteria stylizowana i inspirowana etniczną :)

wtorek, 20 września 2011

druga szansa

Czasami zdarza się tak, że coś, co na pierwszy rzut oka nadaje się tylko do kosza, potrafi okazać się czymś niewzwykłym.

Tak było z tym pierścionkiem.
Stary utwardzacz do emalii, w którym coś się wytrąciło, spowodował, ze emalia zamiast twardnieć zaczęła bąbelkować... podgrzanie palnikiem nie ustabilizowało jej a wręcz trochę przypiekło.

Myślę sobie- do wyrzucenia, ale szkoda mi tyle srebra marnować.Zeszlifuję więc wierzch. może spodnia warstwa będzie wyglądała lepiej.

Zdarłam i oniemiałam. Wyszło coś jak porowaty kamień, skała w kolorze fioletu przechodzącym miejscami do brązu. I te srebrne punkty, wypełnione emalią....

Jestem oczarowana i będę próbowała ten efekt powtórzyć :)

sobota, 9 lipca 2011

szałwioluby

Dzisiaj krótko i nie dla wszystkich. Ale na pewno dla tych co lubią smak świeżej szałwii.


2 dni temu, podczas zakupów, pani sprzedająca zioła poleciła mi liście szałwii smażone w cieście naleśnikowym.
Dzisiaj zrobiłam i polecam :)


Przepis banalnie prosty:
Zrobić gęste ciasto naleśnikowe wg ulubionego przepisu.
Zanurzać w nim duże i dorodne liście świeżej szałwii.

Smażyć na głębokim oleju na złoty kolor.
Podawać od razu po szybkim odsączeniu na papierowym ręczniku.

U mnie w towarzystwie różowego wina gruzińskiego.


Pyszna przekąska w gorący wieczór:)

niedziela, 12 czerwca 2011

kuchennie

Dzisiaj będzie o eksperymencie kuchennym i około kuchennym.

Zapragnęłam dzisiaj zrobić chutney. Ale nie taki z przepisu, tylko skomponowany przeze mnie. Padło na truskawki. Ale truskawek nie miałam. No to śmigam do sklepu. I co? Zielone Świątki, wszystko zamknięte...
Wysłałam Grzesia na poszukiwanie owoców, a w między czasie usiadłam i zastanowiłam się jaki ten chutnej ma być.

Z czasów mojej przygody z bhakti yogą uwielbiałam chutnej jabłkowy. I pamiętam, że w przepisie tak ładnie opisali go: tak ostry, że nie można zjeść zbyt wiele i tak słodki, że nie można się mu oprzeć.
A więc mój truskawkowy właśnie taki będzie.

Potem przypomniałam sobie swoją ulubioną wersję truskawek, w karmelu, z pieprzem i ziołami.

A Grześ znalazł truskawki :)


Mój wymysł okazał się bardzo, bardzo udany. Dlatego dzielę się nim z Wami :)

Chutney truskawkowy Luli :)
Bardzo ostry!

1 kg truskawek
2 szklanki brązowego cukru ciemne muscovado (może być mniej, jeśli mamy naprawdę słodkie truskawki, może być też inny rodzaj cukru).
1 łyżka ghee lub oliwy
2 łyżeczki grubo mielonego czarnego pieprzu (lub mniej)
1/2 łyżeczki chilli w płatkach (można pominąć)
5 całych goździków
1 kora cynamonu długości ok 6 cm (lub łyżeczka mielonego)
1 łyżeczka nasion anyżu lub kopru włoskiego
szczypta soli
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka świeżych grubo ciętych listków bazylii lub mięty (ja dałam bazylię).

Metoda:
Umyte i odszypułkowane truskawki przecinamy na pół.
Na patelni lub w rondlu rozgrzewamy ghee i wrzucamy korę cynamonu (jeśli mamy mielony, to dodajemy do na końcu), goździki. Następnie anyż, pieprz i chilli. Chwilę mieszamy. Nie możemy dopuścić do spalenia. Gdy przyprawy zaczną mocno pachnieć wrzucamy na patelnię truskawki. Szybko mieszamy, zwiększamy gaz i odparowujemy.

Trzeba często mieszać, bo truskawki lubią się przypalać.

Gdy zaczną gęstnieć dodajemy cukier (można stopniowo, aby nie przesłodzić), sól i ocet balsamiczny.
Po kilku minutach wrzucamy zioła, mieszamy i wyłączamy gaz. Gorący chutnej przekładamy do wyparzonych słoików i stawiamy na pokrywce.

Po ostygnięciu proponuję zapasteryzować.


Chutney jest doskonały do serów, mięs wszelakich. A jak ktoś lubi ostry smak to można jeść jak dżem, na kanapkach :)

Z tych proporcji wyszły 3 słoiczki. Będę robić jeszcze ich większą ilość. Za dobra to rzecz aby na rok mieć tylko 3 słoiczki ;)

Druga rzecz z którą chcę się z wami podzielić to bransoletka, którą wczoraj wykonałam.

Bransoletka z srebrnego widelca :)


A na nadgarstku wygląda tak:)


Od dawna marzyła mi się taka bransoletka. Nawet widelec dawno temu zakupiłam. Ale wtedy nie zajmowałam się srebrem i nie miałam pojęcia, ze aby widelec uformować będę potrzebowała dobrego palnika, dobrego młotka, dobry stalowy rygiel do bransolet i mnóstwo cierpliwości w ciągłym wyżarzaniu grubego widelca. Widelec więc leżał i się kurzył i czekał na odpowiedni czas :)
No i wreszcie go mam!

czwartek, 19 maja 2011

makaronów nowa porcja

Przypominam się, ze nadal istnieję i czasami coś robię :)

Ze względu na podwyżkę cen srebra i jednoczesnym zmniejszeniem moich funduszów ostatnio nieczęsto sięgam po ten metal.
Z moich zapasów recyclingowych zrobiłam sporo makaronów, które częściowo są już sprzedane, częściowo dostępne do kupienia i częściowo jeszcze nie wystawione.
Niestety, źródełko dzianinek w dobrej cenie wyschło. Na razie więc nic nowego nie powstaje. Możliwe, ze następne, które zrobię nie będą już z nurtu trashion, więc i ceny pójdą w górę.

Na razie jednak nowa porcja "starych" już naszyjników.

 
 



 




 

 
 

 

Mam jeszcze porcję broszek do makaronów z guzików, ale to następnym razem.