sobota, 28 listopada 2009

erotycznie

Czyli sutki syreny a nawet dwóch ;)

Muszelki z morza Marmara

zła passa przełamana?

zobaczymy w najbliższym czasie czy ten zryw twórczy był tylko zrywem, czy czymś więcej.

Długaśne naszyjniki.
Piękny agat Botswana


Niesamowita muszla z morza Marmara

czwartek, 26 listopada 2009

rzecz odkryta

Czas rozwiać tajemnicę


Ten fantastyczny kształt, kwiatek jest spodem pewnego owocu. Egzotycznego owocu :)


Owoc niewielki, o grubej dość twardej bordowej skórce o fantastycznych okrywach liściowych (czy jak to się tam nazywa). Kwiatek od spodu już widzieliście :)


Ten owoc to mangostan (z mango raczej nie ma nic wspólnego). Z tego co przeczytałam na sieci, to jest uznawany za jeden ze smaczniejszych owoców, do tego jeden ze zdrowszych.
W każdym razie miąższ ma fantastyczny, tzn wygląda fantastycznie, jak piłeczka plażowa schowana w twardej skorupce.


Moim zdaniem owoc nie jest tym najlepszym, znam kilka innych które mogłabym jeść i jeść i się nimi upajać, zachwycać. Ale jest ciekawy! Jego smak to połączenie mandarynki i ananasa, o delikatnym i soczystym miąższu.

Pamiętam jak kilka lat temu widziałam te owoce na zdjęciach i postanowiłam, ze kiedyś zjem. I zjadłam :) Jak kiedyś trafi się ponowna okazja to skorzystam, ale na siłę wypatrywać nie będę.

Aha, owoce kupiliśmy w sklepie wietnamskim na błoniach stadionu dziesięciolecia, w uliczce wietnamskich barów zwanej Małe Hanoi. Aparatu nie miałam, ale może następnym razem, dopóki jeszcze te błonia istnieją...

Dwie skorupki zachowałam i może coś z nich zrobię :)

niedziela, 22 listopada 2009

rzecz

ciekawa jestem czy ktoś zgadnie co to jest....


fascynuje mnie ten kształt, ta faktura.


A teraz to samo w kolorze:


Jakieś pomysły ?

:)

środa, 11 listopada 2009

do kompletu

Ostatnio zaniedbuję twórczość, zaniedbuję bloga, ale staram się dbać o siebie. Tak jak zapowiadałam, wróciłam na jogę. Pomaga mi, choć na razie czuję się głównie obolała, bolą mnie nawet mięśnie międzyżebrowe ;)

Ale nie o tym chciałam. Czasami uda mi się jeszcze coś popełnić, chociaż trwa to zawsze niemiłosiernie długo...

Ostatnio zebrałam się i zrobiłam bransoletkę i klipsy do tego naszyjnika. Kuleczki howlitu, które mi się skończyły, zastąpiłam sodalitem.

Zobaczcie na te fotki. Światło dzienne jak nic, prawda?

Wcale nie, robione ciemnym wieczorem, ale dostałam lampę z softboxem dającą zimne światło dzienne. Lekkie ocieplenie i proszę, fotki jak w dzień :)

Dzięki :*

niedziela, 1 listopada 2009

bez komentarza

czyli migawki z cmentarzy

sobota, 31 października 2009

Festiwal Dyni, odsłona 6 i ostatnia


Dynia od dwóch dni nie gości na moim stole. Na ostatni dzień dyniowania zaprezentuję coś, co już gotowałam wcześniej, ale zostawiłam na sam koniec, na deser.

Moje dyniowe kucharzenie nie kończy się jednak dzisiaj. Teraz na spokojnie wypróbuję kilka przepisów Bei, pobuszuję po zebranych przepisach uczestniczek festiwalu i może sama jeszcze coś wymyślę. Dynię lubię od dawna, ale śmiało mogę powiedzieć, że teraz jestem w niej zakochana :)

Zupa z pieczonej dyni:

1 kg dyni
1 ziemniak pokrojony w kostkę
1 l wywaru mięsnego lub warzywnego
2 łyżeczki garam masali
2 łyżki oliwy
2 łyżki pestek dyni prażonych na suchej patelni
sól
pieprz
jogurt lub śmietana

Dynię kroimy na części razem ze skórą, usuwamy pestki. Pieczemy w piekarniku do momentu aż skóra zacznie się przypiekać i zarumienienia miąższu (ok 30 - 40 minut). Wyjmujemy i studzimy, a następnie obieramy ze skóry i kroimy w grubą kostkę. Wywar zagotowujemy z ziemniakiem. Jak ziemniak będzie miękki dodajemy dynię i gotujemy ok 5 minut. Zdejmujemy garnek z ognia i całość miksujemy. Gdyby zupa była za gęsta to dolewamy trochę wrzątku. Dodajemy połowę prażonych pestek, oliwy, garam masali podprażonej przez chwilę na suchej patelni (dla wydobycia aromatu). Zaprawiamy śmietana lub jogurtem i doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy posypaną pestkami i z kleksem śmietany lub skropioną oliwą. Zupa ta jest bardzo aromatyczna i rozgrzewająca dzięki garam masali czyli gorącej mieszance przypraw oraz lekko dymna od pieczonej dyni i prażonych pestek.


Dla mnie to zupa, która nieodłącznie kojarzy mi się z jesienią :)
Ta dynia była jakaś taka żółta i dlatego zupa ma kolor mało dyniowy.


Uwielbiam naleśniki zwłaszcza z pikantnym farszem.
Pomyślałam sobie: dlaczego nie spróbować z dynią? Akurat miałam kilka naleśników.

4 naleśniki przygotowane wg ulubionej receptury ale bez cukru
3 -4 szklanki dyni pokrojonej w niezbyt dużą kostkę
1 cebula drobno posiekana
natka lub kolendra (ilość wedle uznania)
trochę pokruszonego sera feta lub innego solankowego
sól
pieprz lub chilli
oliwa
pół łyżeczki mielonego kuminu lub innej orientalnej przyprawy

Na patelni dusimy cebulę na oliwie z dodatkiem kuminu i odrobiny chilli. Jak będzie szklista dodajemy dynię i dusimy do jej zmięknięcia, podlewając ewentualnie niewielką ilością wody. Dodajemy natkę, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Na patelni kładziemy naleśnik, na połowę jego części nakładamy duszoną dynię, posypujemy serem i składamy. Smażymy krótko z obu stron. Możemy też zwijać w rulonik, kto co lubi :)


I na sam koniec zostawiłam sobie deser :)

Tikwenik czyli dyniak (bułgarskie ciasto z dyni)


10 - 12 płatów ciasta kori (filo, jufka)
o,5 kg dyni, startej na grubych oczkach
1 filiżanka oliwy
1 filiżanka orzechów włoskich, grubo siekanych
1 opakowanie cynamonu
0,5 filiżanki cukru (lub więcej leśli lubimy bardzo słodkie desery)
cukier puder
1 żółtko

Startą dynię dusimy w połowie oliwy do zmięknięcia. Ostawiamy do wystygnięcia.
Pozostałą oliwę rozrabiamy z żółtkiem. W misce mieszamy orzechy, cynamon i cukier.

Na stole rozkładamy płat ciasta kori, smarujemy odrobiną oliwy z żółtkiem i kładziemy drugi płat ciasta. Na tak przygotowane ciasto nakładamy dynię i posypujemy ją mieszanką orzechów, cynamonu i cukru. Waginamu dłuższe boki a następnie zwijamy całość w spory rulon. Układamy na blasze posmarowanej olejem. Tak postępujemy z resztą ciasta i nadzienia. Pozostałą oliwą z żółtkiem smarujemy wierzch ciasta. Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku na złoty kolor. Podajemy posypane cukrem pudrem.


Można użyć ciasta francuskiego. Musimy je uprzednio rozwałkować i podzielić na 2 części. Jedną obkładamy farszem a drugą kładziemy na wierzchu. Następnie kroimy całość ostrym nożem na kwadraciki i smarujemy przed pieczeniem oliwą z żółtkiem.

Deser jest naprawdę pyszny, polecam też z jabłkiem :)
Ten przepis pochodzi z książki Bałkańskie zapiski kuchenne i jest odrobinę przez mnie zmodyfikowany.

I to już koniec moich dyniowych przepisów w tegorocznym Festiwalu Dyni. Teraz zajmę się zbieraniem kolejnych na kolejny rok :)

Smacznego!
Za festiwal, inspiracje i motywacje bardzo dziękuję Bei, twórczyni wspaniałego kulinarnego blogu :)

piątek, 30 października 2009

stawiam wszystko na głowie ;)


Chociaż to nie nowy rok, ani inne tego typu okazje (nie lubię takich okazjonalnych postanowień i nigdy ich nie stosuję), podjęłam pewną decyzję. Choroba nie daje mi spokoju i choć w sumie czuję się teraz lepiej to moja kondycja mocno spada, mam problemy ze stresem, z nastrojami. Ogólnie raczej nie czuję się sobą.

Całe szczęście wiem co mi pomoże i to na wielu płaszczyznach psycho-somatycznych.

Wracam na jogę :)

środa, 28 października 2009

Festiwal Dyni, odsłona nr 5

W zeszłym roku w Agrze, niedaleko Taj Mahal, jadłam przepyszne pulao, khasmiri pulao. Przepyszne w smaku, łagodne, słodkawe od suszonych owoców. Lubię próby odtwarzania tego smaku, lubię nieco modyfikować i cieszyć się efektami.

I tak dzisiaj w drodze do domu powstało w mojej głowie to kaszmirowe pulao z dynią:)
Khasmiri kaadoo pulao


0,5 kg dyni
1 szklanka ryży basmati lub jaśminowego
kilkanaście pistacji lub nerkowców uprażonych delikatnie na patelni
kilkanaście suszonych moreli (ja użyłam suszonych na słońcu) pokrojonych w kostkę
garść dobrych rodzynek (dałam czarne rodzynki, wyjątkowo słodkie)
1 szklanka mleka (zmieszałam pół na pół z mleczkiem kokosowym)
1 łyżczeczka kuminu
4 liście curry
kawałek kory cynamonowej lub pół łyżeczki mielonego cynamonu
4 goździki
4 strączki kardamonu
chili jeśli lubimy pikantne
olej
woda
sól

Dynie kroimi na grubą kostkę i podsmarzamy delikatnie obracając aż zmięknie. Po przestudzeniu kroimy na drobną kosteczkę.
Na oleju prażymy liście curry, goździki, strączki kardamonu i korę cynamonową (jeśli mamy sproszkowany cynamon to dodajemy na samym końcu) i chilli (jeśli chcemy nieco pikantności). Uważamy, żeby przyprawy się nie przypaliły. Dodajemy ryż i cały czas mieszając prażymy do momentu zmatowienia ziarenek. Solimy, zalewamy wodą (0,5 szklanki). Uwaga, bo w momencie zalania ryżu wydziela się nagle bardzo dużo pary. Mieszamy i wlewamy mleko.
Zmniejszamy gaz, dodajemy suszone owoce i uprażone orzechy i przykrywamy pokrywką. Gotujemy do wchłonięcia płynu. W razie konieczności doprawiamy jeszcze solą.
Na sam koniec dodajemy kosteczki dyni i odstawiamy przykryte na 5 minut. Przed nałożeniem na tależe delikatnie mieszamy łącząc dynie z ryżem.



Potrawa jest wyjątkowa. Suszone owoce można dodawać wedle własnych upodobań.

wtorek, 27 października 2009

Festiwal Dyni, odsłona nr 4

Nie byłabym sobą, gdybym nie zamieściła przepisu mojej ukochanej indyjskiej kuchni.

Dynia curry



1 kg dyni pokrojonej w grubą kostkę
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka sproszkowanej słodkiej papryki
2 łyżki mleka kokosowego
1 łyżeczka wiórków kokosowych
1 łyżeczka kuminu
1 łyżeczka czarnej gorczycy
8- 10 liści curry
1 mała papryczka chilli (może być świeża lub suszona), rozdrobniona
olej
woda
sól

Dynię dusić z kurkumą, słodką papryką i wodą do czasu aż nieco zmięknie.
Na oleju podprażyć kumin, gorczycę, liście curry i chilli. Uważać aby nie spalić przypraw. Dodać do dyni wraz z mleczkiem kokosowym i wiórkami kokosowymi. Wymieszać, dosolić do smaku. W razie gdyby dynia była nieco za ostra dodać jeszcze mleko kokosowe.

Podawać z ryżem


I moja uwaga. Dynia nie może być z tych co się łatwo rozpadają.
Zrobiłam z bliżej nieokreślonej niewielkiej dyni (prawdopodobnie hokkaido) i niestety część dyni się rozgotowała.
Curry powinno składać się z wyraźnych kostek dyniowych oraz gęstego sosiku. Przynajmniej wygląda to efektownie i nie przypomina puree tak jak na moich zdjęciach ;) Ale za to było wyjątkowo smaczne :)

Lekko pikantne i kokosowe z posmakiem kuminu. Doskonałe przyprawy do słodkawej dyni.
To danie będzie gościć u mnie częściej.