Zapragnęłam dzisiaj zrobić chutney. Ale nie taki z przepisu, tylko skomponowany przeze mnie. Padło na truskawki. Ale truskawek nie miałam. No to śmigam do sklepu. I co? Zielone Świątki, wszystko zamknięte...
Wysłałam Grzesia na poszukiwanie owoców, a w między czasie usiadłam i zastanowiłam się jaki ten chutnej ma być.
Z czasów mojej przygody z bhakti yogą uwielbiałam chutnej jabłkowy. I pamiętam, że w przepisie tak ładnie opisali go: tak ostry, że nie można zjeść zbyt wiele i tak słodki, że nie można się mu oprzeć.
A więc mój truskawkowy właśnie taki będzie.
Potem przypomniałam sobie swoją ulubioną wersję truskawek, w karmelu, z pieprzem i ziołami.
A Grześ znalazł truskawki :)
Mój wymysł okazał się bardzo, bardzo udany. Dlatego dzielę się nim z Wami :)
Chutney truskawkowy Luli :)
Bardzo ostry!
1 kg truskawek
2 szklanki brązowego cukru ciemne muscovado (może być mniej, jeśli mamy naprawdę słodkie truskawki, może być też inny rodzaj cukru).
1 łyżka ghee lub oliwy
2 łyżeczki grubo mielonego czarnego pieprzu (lub mniej)
1/2 łyżeczki chilli w płatkach (można pominąć)
5 całych goździków
1 kora cynamonu długości ok 6 cm (lub łyżeczka mielonego)
1 łyżeczka nasion anyżu lub kopru włoskiego
szczypta soli
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka świeżych grubo ciętych listków bazylii lub mięty (ja dałam bazylię).
Metoda:
Umyte i odszypułkowane truskawki przecinamy na pół.
Na patelni lub w rondlu rozgrzewamy ghee i wrzucamy korę cynamonu (jeśli mamy mielony, to dodajemy do na końcu), goździki. Następnie anyż, pieprz i chilli. Chwilę mieszamy. Nie możemy dopuścić do spalenia. Gdy przyprawy zaczną mocno pachnieć wrzucamy na patelnię truskawki. Szybko mieszamy, zwiększamy gaz i odparowujemy.
Trzeba często mieszać, bo truskawki lubią się przypalać.
Gdy zaczną gęstnieć dodajemy cukier (można stopniowo, aby nie przesłodzić), sól i ocet balsamiczny.
Po kilku minutach wrzucamy zioła, mieszamy i wyłączamy gaz. Gorący chutnej przekładamy do wyparzonych słoików i stawiamy na pokrywce.
Po ostygnięciu proponuję zapasteryzować.
Chutney jest doskonały do serów, mięs wszelakich. A jak ktoś lubi ostry smak to można jeść jak dżem, na kanapkach :)
Z tych proporcji wyszły 3 słoiczki. Będę robić jeszcze ich większą ilość. Za dobra to rzecz aby na rok mieć tylko 3 słoiczki ;)
Druga rzecz z którą chcę się z wami podzielić to bransoletka, którą wczoraj wykonałam.
Bransoletka z srebrnego widelca :)
A na nadgarstku wygląda tak:)
No i wreszcie go mam!
8 komentarze:
Wspaniała i wspaniały!
:)
Jak dobrze że piszesz i tworzysz. Oj jak dobrze!
:)
jutro idę w widelcu do pracy :)
rewelacyjny!
Cud widelec!!! pozdrawiam.
zaiste, BOSKIE truskawki. (tak, aktualnie żywność budzi moje żądze bardziej od błyskotek, choć widelec łączy obie formy istnienia ;) aaa, można by "nadziać" jakiś kamyk na widelec!
Widelec mnie zafascynował! :)
Hmmm... nabrałam właśnie smaka na truskawki i taki pikantny chutney.. Tylko gdzie ja w listopadzie truskawki dostane? ;)
Bransoletka rewelacja, świetny pomysł z tym widelcem!
Pozdrawiam serdecznie
o tej porze roku zostają mrożone truskawki. Ja jednak wolałabym doprawić odpowiednio domowy dżem truskawkowy i przesmażyć go
Prześlij komentarz